Menu

Żona, ja i reszta świata

Branżowy głos w Twoim domu

Łódź daje radę

natalia_oreiro

Fotorelacji z łódzkiego Marszu Równości nie będzie, bo z wrażenia zrobiłam tylko jedno zdjęcie. Relacji werbalnej też nie będzie, za to odrobina refleksji - owszem.

Czytelniczki zainteresowane przebiegiem/przemarszem demonstracji zapraszam do Koffina, który wszystko wyczerpująco opisał.

Poczytałam sobie tu i tam na różnych blogaskach sporo lamentów, że łódzki marsz nie wiadomo po co, nie wiadomo dla kogo, hasła słabe, dialogi niedobre, ludzi mało, kamienice niepiękne i ogólnie padaka.

Łódzki marsz odbył się dopiero po raz drugi; widać, że organizatorzy płci wszelakich nie mają za wiele doświadczenia, ale przynajmniej im się chce. Łódź to nie Poznań, gdzie marsz zdążył się już opatrzyć i wpisać w stały kalendarz imprez - tu wszystko jest jeszcze do zrobienia.

Myślę, że dla większości osób z Łodzi, tak jak dla Koffina, pokazanie się na marszu we własnym fyrtlu wcale nie jest łatwe. Kilka lat temu ja sama wpadałam w lekką panikę przed marszem i do tej pory nie czuję się zbyt pewnie zasuwając na demo tramwajem, w którym co roku trafiam na jakiegoś debila marudzącego, że mu się pedały nie podobają. W sobotę Koffin panikował dużo bardziej (i dużo głośniej niż ja kiedyś), zarzekając się że nie zamierza dołączać do demonstracji, bo mu życie miłe -  a jakąś godzinę po wygłoszeniu tej uwagi wlazł w sam środek marszu. I przeżył.

I marsz był po to, żeby kilkudziesięciu takich Koffinów poczuło że można, bo wszystko jest w mózgu, nigdzie więcej. Owszem, kilbolki na kontrmanifestacji były prawdziwe, ale skoro nie da rady im główek naprawić, to może warto ich zignorować, chociaż raz w roku?

Najważniejsze w maszerowaniu było dla mnie się samo wyjście do ludzi, spotkanie przy okazji Pań z Warszawy, wycałowanie Selliny de Melon, pokrzyczenie do Czaplickiej, posłuchanie jak Żona zasuwa na agogo oraz podładowanie moich baterii, a nie głoszenie postulatów. Tego oczekuję od poznańskiego marszu, któremu przydałoby się, po paru latach bezideowych, wyznaczenie jakiegoś celu. Łódź na razie nie postuluje, tylko afirmuje - poczepiam się ich za kilka lat.

Tu filmik z przemarszu (samba jak zawsze najlepsza)

A poniżej zdjęcie pod tytułem "Szara, brzydka i syfiasta trasa łódzkiego marszu". Kiłła i mogiłła, co nie?

 

kiłła

 

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • trzyczesciowygarnitur

    W tym roku niestety się nie wybrałam. Ale pamiętam pierwszy łódzki marsz. A konkretnie to poczucie, którego od dawna już nie mam na warszawskich paradach, że ta impreza ma sens. Tak że, choć nie byłam, podpisuję się pod relacją obiema łapkami.

  • natalia_oreiro

    Na paradzie zwykle czuję się jak stułbia przy ognisku: niby miło popatrzeć, ale to nie jest moja impreza. No i wolę krzyczeć niż tańczyć na ulicy na demonstracji ochranianej przez potężny kordon policji.

  • koffiejames

    Bosh reklama niezasłużona :)
    Proszę nataljÓ fotorelacja gotowa :) Znaczy 2 części z 3. 3 będzie...
    To naprawdę nie po mojemu żeby 5 wpisów czemuś poświęcać!

  • Gość: [B.] *.4-4.cable.virginmedia.com

    Nigdy nie poszłam na paradę w Polsce, za to często bywam na London Pride. Grupka przeciwników jest w sumie niezauważalna (15 osób z bidnymi transaprencikami?). Za to mnóstwo rodzin zatrzymuje się by popatrzeć, tupnąć nóżką w rytm muzyki i zrobić zdjęcia. Niesamowita atmosfera... :) Ale oczywiście ogromne dzięki i szacunek dla tych, którzy organizują/biorą udział w paradach w PL. Dzięki Wam może kiedyś przybędą polskie rodziny pobawić się w rytm samby zamiast porzucać kamieniami do celu...

  • Gość: [bcb] *.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Och, widać mnie i Żonę na filmiku! Wreszcie się załapałyśmy :D
    Poza tym to jak już pisałam - mi się podobało. "I marsz był po to, żeby kilkudziesięciu takich Koffinów poczuło że można, bo wszystko jest w mózgu, nigdzie więcej" dokładnie tak!

© Żona, ja i reszta świata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci