Menu

Żona, ja i reszta świata

Branżowy głos w Twoim domu

O babach i cudownej przemianie wina w dżem

natalia_oreiro

Ostatnie tygodnie minęły jak z bicza strzeliła! Niby-wiosna a przy okazji zupełnie poważne wiosenne maksi porządki plus mini remont (wykonany przez przemiłego Pana Fachowca - gdyby wszyscy fachowcy działali tak skutecznie i słuchali Pink Floydów przy pracy, echhh) i jeszcze wielkanoc na dokładkę, uwieńczona wczorajszą wizytą u pieskowolskiego weta z powodu chorej kociej łapki. Porządki zrobione, podłoga nowa jest, jutro ją opijemy z Panem B., kocia łapka opatrzona przez weta i na razie nie odpadnie.

Przy okazji wiosennych porządków pozbyłyśmy się z balkonu zalegających tam jabłek w ilości niemałej, bo trzynastu kilo. Jabłka były prezentem od jednego z niedoszłych absztyfikantów Pani Dyfuzji. Leżały sobie potulnie w skrzynce na balkonie od listopada, a my miałyśmy szczerą chęć przerobić je na wino jabłkowe, które jest dobre i tanie (zwłaszcza jeśli jabłka za darmo). Niestety, od samej naszej chęci alkohol jakoś się nie upędził. Skrzynka owoców stała sobie spokojnie na balkonie, a wokół niej tyle się działo: gęsi odleciały do ciepłych krajów, przyszła zimna, gwiazdka, nowy rok, spadł śnieg, stopniał, znowu spadł, znowu stopniał, przyszły sążniste mrozy, potem ocieplenie, gęsi wróciły zza morza - a jabłuszka trwały, tylko nieco straciły na urodzie. A kiedy wreszcie zabrałam się do robienia wina, jakoś odeszła mnie wena. Przypomniałam sobie, że baniak gruszkowego wina Pana B. zamienił się w tajemniczy sposób w baniak octu winnego, a jak wiadomo złej baletnicy przeszkadza nawet ocet kolegi. Zamiast wina wyprodukowałam dżem. Jabłkowy. Osiem naprawdę dużych słoików.

Zanim zapakowałam ów przetwór do słojów, nieźle się z nim namęczyłam, jabłka bowiem mają tę złośliwą właściwość, że podczas gotowania pryskają, bulgoczą i wyrzucają kłęby jabłkowej lawy oraz pufają sobą na wszystkie strony. Po kilku godzinach gotowania kuchnia była pokryta jabłkowymi bryzgami w kolorze niemowlęcej kupy, ale za to znacznie milej pachnącymi. To był mój pierwszy i ostatni dżem jabłkowy, obiecuję.

Bo dobra gospodyni bierze się za robienie przetworów już w marcu.

A w zeszłą sobotę wyprodukowałyśmy dzielnie, Żona i ja, dwa mazurki i dwie baby drożdżowe. Mazurek kajmakowy doczekał się dekoracji z czekoladowych literek; początkowo Żona domagał się, by napisać na nim "Elba zostaje" albo przynajmniej "Eksmisje stop", ale ostatecznie zdecydowałyśmy się na cyferkowe ornamenty à la Tytus i banalne hasełko. No, prawie banalne. Jakby tego było mało, spod naszych pracowitych rączek i jeszcze pracowitszych mieszadeł miksera wyszły dwie puchate baby drożdżowe, z których żadna nie miała zakalca. Wygląda na to, że jak prawdziwe lesby umiemy obchodzić się z babami.

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • roroism

    evil mazurkas edition
    (baba bez zakalca swiadczy o strasznej dojzalosci, hyhyhy)

  • maganuna

    My dzisiaj z Z. upieklysmy spozniony mazurek. Z duza iloscia jablek. Wedlug przepisu na placek ze sliwkami. Wyszedl bardzo dobry.

  • veni23

    hyhy, płenta cudna ;) Le mazurek takoż ;)

  • natalia_oreiro

    Mazurki rzondzo (jak widzę nikogo nie zaskakuje cudowna metamorfoza wina w dżem, ciekawe czemu)

  • Gość: [KurczaczekS] *.play-internet.pl

    Jabłka i ich metamorfozy (nawet w dżem) to codzienność, za to MAZURKI tylko na wyjątkowe okazje! Dlatego mnie też nie dziwi fakt niezauważenia bulgotania i lawy w kolorze niemowlęcej kupy. (A tak na marginesie, niemowlęcą kupę zaprezentować może, w dosadnych rozmiarach, mój młodszy bratanek A.)
    Dziwi natomiast fakt, że mimo znaczącej daty wpisu brakuje "SMOLEŃSK KU*WA!" ;)

  • natalia_oreiro

    Wygląda na to, że nie jestem prawdziwą Polką ( i mam niewłaściwe cyferki w peselu).

  • Gość: [pathy_diphusa] 195.216.117.*

    Pani Dyfuzja ...ładnie ;)

© Żona, ja i reszta świata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci