Menu

Żona, ja i reszta świata

Branżowy głos w Twoim domu

Dygresyjny

natalia_oreiro

Zimno. I pomyśleć, że drugiego maja słońce przygrzewało, było trzydzieści stopni w cieniu, a ja moczyłam nogi w rzeczce Rudawce*, nad którą zawiozła nas Tarantina swoim rodowym volvasem!

*(Tu dygresja. Nie wiem, czy kiedyś się chwaliłam, że jestem w stanie przeczytać każdą książkę, nawet Pałlo Kłelo mi niestraszny, a niedawno przeczytałam "Dom nad rozlewiskiem"**, który dostałam od Zdradzonejczarodziejki. Dzieło to nie zachwyciło mię zupełnie, ale był tam jedne fragment, który mi się spodobał: otóż córka głównej boCHaterki każdą niewielką anonimową rzeczkę nazywała czule rzeczką Rudawką.

**Tu druga dygresja, bo być może niektóre Czytelniczki Płci Wszelakich zastanawiają się, skąd na Bozię Zdradzonaczrodziejka wzięła "Dom nad rozlewiskiem". To jest bardzo skomplikowana historia i wbrew pozorom wcale nie kompromitująca. Zdradzonaczarodziejka jako emigrantka odczuwa nieustanny brak polskich lektur wydrukowanych na papierze i łapczywie rzuca się na większość tego co wynajdzie. Spotkawszy na emigracji pewną znajomą, pożyczyła od niej kilka książek po polsku, w tym "Rozlewisko". Zaczęła, przeczytała kilkanaście stron i odpuściła, uznając że to chała. Następnie pies Zdradzonejczerodziejki nagryzł książkę i zjadł jej kawałek prawego górnego rogu. Przyszła pani, pieska zbiła, a "Rozlewisko" odkupiła, bo przecież nie wypadało oddać owej znajomej książki w stanie mocno napoczętym przez psa. I nim zdążyła jej świeżo odkupione dzieło zwrócić ze stosownym wyjaśnieniem, dostała od niej wiadomość: wracamy do Polski, książki możesz zatrzymać. W ten sposób Zdradzonaczarodziejka stała się niezbyt szczęśliwą posiadaczką dwóch Kalicińskich, z których jedną otrzymałam ja, przeczytałam i teraz próbuję się jej pozbyć dzielę się z Wami moimi refleksjami.)

O czym to ja?

A, rzeczka i piknik. Otóż w ten piękny wtorek Tarantina i Pani Kurczaczek zajechały pod dom rodziców Żony volvasem, poczekały aż ulokujemy sie w jego przestronnym wnętrzu z naszymi tobołami i kapeluszami, zapodały Maanam, uchyliły okienka i ruszyłyśmy pięknym zrywem ku rzeczce Rudawce i jej średnio piaszczystym plażom. Dojechałyśmy, wysiadłyśmy: pięknie. Kukała kukawka, autochtonki w wieku gimnazjalnym opalały się opodal, rzeczka płynęła, słońce prażyło jak szatan. Panie zakrzątnęły się czem prędzej i z bagażnika volvasa wyciągnęły co następuje: jeden składany kanadyjski stolik turystyczny, cztery krzesełka składane, jeden grill, pół worka brykietów, kocyk oraz parasol plażowy. Oraz pewną ilość prowiantu zgromadzonego wspólnymi siłami, specjalne żonine kubeczki piknikowe z lat na oko siedemdziesiątych, a także piwo i mirindę, które celem ich schłodzenia zanurzyłyśmy w chłodnych wodach Rudawki.

Było bosko, choć w połowie pikniku zepsuł nam się parasol, osłaniający nas (i nasze jedzenie) przed słońcem. Tarantina próbowała go dzielnie naprawić przy pomocy obucha siekiery, ale bez większych sukcesów, wobec czego zostawiłyśmy wbity w ziemię sam trzonek od parasola, bo jak stwierdziła Żona, sterczący pionowo element falliczny odstraszy autochtonów, którzy podrywali bez sukcesu pobliskie autochtonki i co rusz zerkali w naszą stronę. Żona miała rację: odstraszył. Późnym popołudniem ruszyłyśmy ku Pieskiej Niewoli, zostawiając za sobą chłodne wody Rudawki i grupkę autochtonów odtwarzającą z telefonu piosenkę o kotlecie***, zaś wieczorem tego samego dnia spotkałyśmy się na garden party u Tarantiny, na którym dowiedziałam się od Pani Vlk, że najlepsze imiona dla kur to Jacenty i Scholastyka. Ale to już zupełnie inna historia.

***(Tarantina twierdzi, że to taka słynna piosenka hiphopowa)

Poniższy obrazek przedstawia Tarantinę w akcji. Siekiera jest, volvas jest, parasol widać, w tle przyroda i błękit nieba. Bezcenna pamiątka.

tarantina

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • vill_ulv

    ojciec mój sprzedał mi wiedzę bezcenną gdy byłam małym chłopcem, ze brykiet można sobie wsadzić w jakieś miejsce. dlatego też czuję się zobowiązana by podzielić się ową wiedzą. a co do Kalicińskiej, to ta pani mnie skrzywdziła, ponieważ pojechała na wieś i stwierdziła, że tam zostanie i założy sobie gospodarstwo agro i założyła. nie dość, ze nie była uboga jak tam jechała (a nawet jeśli w swoim mniemaniu była, to mąż był kasiasty), nie dość, że z jakiejś dziwnej przyczyny nie splajtowała w międzyczasie, to jeszcze znalazła tanią siłę roboczą, a córka nie zaszła w niechcianą ciążę. poza tym książka mi się podobała.
    pozdrawiam, z życzeniem szybkiego pikniku, bo od poniedziałku znów się ma zeźlić pogoda.

  • bena1209

    ja zaraz przeczytam wpis, tylko coś mi się rzuciło w oczy, czemu jest LES Festiwal, a nie Les-tiwal? ;>
    no dobra, głupie to było :)

  • maganuna

    Na zdjęciu niczym Prawdziwa Liźbijka Kochająca Majsterkować!

  • Gość: [is-sa] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A już myślałam zaskoczona, że mi skubnęła "Rozlewisko...". Ale nie, jest, stoi na półce.

  • ta_rantina

    Szkoda, że ujęcie nie oddaje w pełni dramaturgii.Ten parasol, to pamiątka z mojej pierwszej wizyty nad naszym krajowym morzem.
    Dumnie powiewało na nim przewiązane pareo znalezione 2go dnia podczas wieczornej przechadzki promenadą. Owe pareo służyło mi za znak rozpoznawczy, co bym po wyjściu z orzeźwiającej wody wiedziała, jak trafić do żony w "lesie podobnych parasoli".

  • natalia_oreiro

    Bena: w dodatku to jest O'less festiwal - tez nie do końca kumam o co cho.
    Dodam, że na każdym pikniku Tarantina zapewnia sobie majsterkujące rozrywki - poprzedni piknik upłynął w klimatach samochodowo-lewarkowych.

  • Gość: [galew9] *.play-internet.pl

    niezapomniane z pewnością,... dygresje ;)

  • Gość: [Pierwsza żona] 95.108.75.*

    A ja uważam, że Lestiwal brzmi świetnie. Oraz zabawnie

© Żona, ja i reszta świata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci