Menu

Żona, ja i reszta świata

Branżowy głos w Twoim domu

Żądamy ustawy, do diabła!

natalia_oreiro

W sprawie związków partnerskich zaczyna się robić gorąco. Dla tych Czytelniczek Płci Wszelakich które nie śledzą tej sprawy na bieżąco (co jest oczywiście karygodne, ale rozumiem, wakacje, offlajn, urlopy, lenistwo intelektualne) krótkie streszczenie.

Projekty ustawy o związku partnerskim są dwa, oba zostały złożone w Sejmie zimową porą. W czerwcu zostały przez marszałkinię Kopacz skierowane do komisji ustawodawczej, która zdecydowała, że oba projekty są niezgodne z konstytucją, fe i do kitu. Tutaj można przeczytać, jak obciachowo wyglądało spotkanie komisji: zero dyskusji, zero wiedzy, dowcipasy i picie kawki. Wynik glosowania był miażdżący (co mnie zresztą nie dziwi, kiedy patrzę na jej skład) i mało brakowało, a oba projekty trafiłyby do kosza - ponoć owa komisja jest znana pod urocza nazwą "niszczarki sejmowej", co jest określeniem jak najbardziej usprawiedliwionym.

Po tej akcji zrobiło się trochę szumu, pani marszałkini dostała trochę po nosie - nie musiała przecież projektów kierować do komisji, sama zapobiegliwie uznała że są kontrowersyjne, a osłowie zagłosowali tak jak im w duszy grało. Pod wpływem presji, nacisków i szczypania marszałkini jednak wykazała dobra wolę i, po pierwsze, obiecała, że nada projektom numery druków sejmowych (co w praktyce oznacza, że wyjęła je z niszczarki i skierowała pod obrady) oraz spotkała się z przedstawicielami homolobby i innych orgów zainteresowanych wprowadzeniem związków partnerskich.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że na wniosek pisiorów i SP (tak, to ci którzy uznali że okładka newsweeka promuje wiadomo co) zanim dojdzie do pierwszego czytania, Sejm zagłosuje czy w ogóle będzie się nimi zajmować.

[zaczynam rozumieć czemu anarchole na demonstracjach krzyczą "demokracja bezpośrednia" - ta pośrednia jest cokolwiek upierdliwa i jakby, hm, mało demokratyczna]

Głosowanie nad głosowaniem odbędzie się we wtorek - do tego czasu możemy zrobić sporo, żeby pocisnąć na parlament i pokazać jego członkom i pochwom, że nam zależy. Można podpisać petycję do parlamentarzystów, można też do nich napisać indywidualnie i zadać im kluczowe pytanie: jak zagłosujesz, źrenico oka mego? Maszynka do tego głosowania jest bardzo prosta i funkcjonalna, a ja skromnie dodam, że uczestniczyłam w pisaniu odezwy do posłów, którą od kilku dni można im zapychać skrzynki mailowe. Ponoć ci bardziej ogarnięci  nawet odpisują!

I wreszcie opcja trzecia, najbliższa memu sercu: można ustawić się pod Sejmem za różowym banerem "Żądamy ustawy o związkach partnerskich" i żądać jej głośno a dobitnie.Demo ma trwać od wtorku do piątku - bo jeśli okaże się, że projekty jednak załapią się na pierwsze czytanie, to głosowanie nad nimi odbędzie się prawdopodobnie we wtorek. Musze przy tym być, żona ma już agogo w pogotowiu, więc w przyszłym tygodniu ruszamy do stolicy ratować świat.

Z jednej strony oczywiście boję się, że to wszystko skończy się prędzej niż się zaczęło, ale z drugiej - podoba mi się, że ktoś się wreszcie wkurwił. Że przestaliśmy (my=osoby zainteresowane wprowadzeniem związków partnerskich) prosić, czołgać się i błagać, a zaczęliśmy żądać i cisnąć i domagać się czegoś, co nam się należy jak psu zupa. Ostatnie tygodnie pokazały, że można się zorganizować i zadziałać skutecznie, choćby na fali wkurwu.

Przy okazji jednak odkryłam, jak wiele gejów i lesbijek ma wyjebane na związki partnerskie. Na mojej ulubionej Tajnej Grupie dziewczęta (średnia wieku 17) pisały "och, wszak miłość nie potrzebuje papierka" i niech sobie żyją w tym przeświadczeniu, maja prawo. Ale nie rozumem, dlaczego nie mogą podpisać tej cholernej petycji albo wysłać maila do posła albo w jakikolwiek inny sposób zadziałać dla tych, którym na związkach partnerskich zależy. Nie wiem, może poziom zaangażowania w tę sprawę jest wprost proporcjonalny do poziomu wyoutowania? Jestem zła na polityków, że z taką łatwością i butą niemal uwalili projekty ustaw, na które czeka wiele osób, ale chyba równie mocno wkurza mnie kompletny brak zainteresowania ze strony sporej części naszego tzw środowiska.

I dlatego już się nie mogę doczekać manifestacji pod Sejmem. Na rozładowanie bezsilnej złości i frustracji nie ma to jak dobre, głośne demo.

 

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [porcelina] 94.42.188.*

    No niestety, w branży wiele osób ma programowo wyjebane na związki partnerskie, bo to "powielanie heteronormy", bo przecież najbardziej tru jest poliamoria i tym podobne pierdu-pierdu. Mnie bardzo zależy na tej ustawie, ale się zniechęcam bo uważam, że przedsięwzięcie nie ma szans na powodzenie. Moim czarnowidzącym zdaniem Platforma nie wprowadzi tej ustawy i koniec, niezależnie od tego jak głośno będziemy krzyczeli i krzyczały. Niemniej jednak pójdę pod sejm.

  • Gość *.sm-rozstaje.pl

    Język wpisu mnie totalnie zniesmacza, ale odniosę się do meritum - warto zachować dbałość o fakty.

    Projekty są dwa: jeden złożony w lutym b.r. (zimą), drugi w maju tegoż roku.

    We wtorek 24-go b.m. ok. 10.00 będzie głosowanie nad porządkiem obrad Sejmu tego dnia: czy ma być w nim pierwsze czytanie projektów ustaw o związkach partnerskich.

    Jeśli projekty będą - po ww. głosowaniu - czytane we wtorek (popołudniu), to głosowanie nad nimi będzie w piątek 27-go lipca.

    PS. Z moich obserwacji wynika, iż jest niestety wiele osób LGBT, które mają niepoukładane życie rodzinne, sa niewyoutowane i - o ile - ew. sekundują sprawie np. na FB (lajkując dajmy na to), to gdy dochodzi do konkretnych działań w realu można usłyszeć np. "nie jedziemy do W-wy, bo moja żona (!) jeszcze nie może się wyoutować w pracy, a ja jeszcze nie mam rozwodu"...

  • Gość: [Klio] *.adsl.alicedsl.de

    Dobrze, że trochę więcej osób się zebrało i trochę więcej mówi się o związkach partnerskich. Szczerze mówiąc wątpię, że projekty przejdą dalej i sprawa posunie się dużo dalej, ale warto przynajmniej próbować. No i zawsze to znak dla polityków, że ta ustawa jest potrzebna konkretnym ludziom, którzy nie siedzą i nie czekają na gotowe. I dlatego mimo jakiegoś tam zwątpienia, mam nadzieję i będę pod sejmem.

  • omm

    Ja czytam, chociaż się nie odzywam :D bo i rzadko mam siłę się odzywać. Pod sejm nie pójdę, bo za daleko, chyba że kto zawiezie.
    I mimo, że z branży nie jestem, to uważam iż ustawa winna być i chętnie podpiszę pod czym trzeba. Bo jest korzystna i dla Państwa i dla ludzi w związkach partnerskich rożnego typu. A powinno być, pod człowieka a nie przeciwko niemu.

    Optymizm jednak mnie opuszcza, gdy czytam COŚ TAKIEGO. Obawiam się, że gro polityków wiadomej opcji ma dokładnie takie zdanie jak tam jest podane. I naprawdę trudno będzie, się przebić z rozsądnymi argumentami.
    Ciepło pozdrawiam :)

  • Gość: [Vicky z Ameryki] *.reverse.luns.net.uk

    Nie ma najmniejszych szans na te ustawe w obecnej konstelacji parlamentarnej.
    PO potrzebuje Waszych glosow a potem ma Was w dupie.
    To mi przypomina partie polityczne w USA ktore tak samo odnosza sie do Polskich wyborcow- Ale tutaj sytuacja rozgrywa sie na Polskim padole co moze byc mega frustrujace.

    Glowa do gury zmieni sie w przyszosci - blizej nieokreslonej :)))))

© Żona, ja i reszta świata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci