Menu

Żona, ja i reszta świata

Branżowy głos w Twoim domu

Sanatorium dla starych teściów

natalia_oreiro

 

Miłe Czytelniczki Płci Wszelakich, nadaję dla Was prawie na żywo z Pieskiej Niewoli, gdzie od kilku tygodni prowadzę sanatorium dla starych teściów.

[tak, wiem, że zgodnie z różnymi kanonami uprzejmości i poprawności nie powinnam była używać słowa "starych" i zastąpić je jakimś innym, ale wyrażenie  "sanatorium dla teściów w podeszłym wieku" tudzież "sanatorium dla teściów-seniorów" nie brzmi mi zbyt po polskiemu]

W jakich okolicznościach wylądowałam w Pieskiej na dłużej? Otóż kiedy okazało się, że Mama Żony musi poddać się operacji, bo ma w głowie coś paskudnego co należy usunąć, najbardziej sensowne i najłatwiejsze do przeprowadzenia było rozwiązanie zakładające, że Żona zostanie w Poznaniu i nadal będzie prowadzić swoje liczne zajęcia, a ja, jako osoba która nie ma Prawdziwej Pracy (bo przecież siedzenie w domu i pisanie, nawet za pieniądze, nie jest prawdziwą pracą, prawda?), rzucę wszystko w kąt i wyruszę na odsiecz.

W wyznaczonym przez Pana doktora terminie Żona zalogowała Mamę w szpitalu w pięknym mieście Łodzi, a potem przez kolejne operacyjne i pooperacyjne trzy dni niemal koczowała w szpitalu. Ja w tym czasie wspierałam słowem i obiadem Tatę Żony, a KoffinDżejms i jego partner I’ (ogromne dzięki, panowie!) na zmianę wpadali do szpitala i nieustannie trzymali rękę na pulsie oraz wspierali mnie słowem i ramieniem kiedy przyszła moja kolej na wizyty w szpitalu (panicznie się boje szpitali, uch). Operacja się udała, dziadostwo zostało wycięte, a wręcz wyrwane z korzeniami, i tydzień po operacji Mama Żony była już  w domu, gdzie czekał na nią stęskniony mąż i kot oraz ja, oczywiście.

Zatem od dobrego tygodnia prowadzę w Pieskiej coś w rodzaju sanatorium: wydaję dwa ciepłe posiłki dziennie, sprzątam, piorę, zmywam, biegam do apteki i ogarniam zażywanie piguł, karmię kota, palę w piecu, noszę węgiel i piłuję drewno (piłą marki Garden Shark, bo Pan Agent Zet zabronił mi rąbania siekierą), grabię liście oraz usiłuję w tym wszystkim znaleźć jeszcze nieco czasu dla siebie. To ostatnie jest cokolwiek trudne, kiedy ma się na głowie jedną rekonwalescentkę, jednego parkinsonika, dom, ogród oraz kota, który ową rekonwalescentkę uparcie próbuje dokarmiać pełnowartościowym mysim białkiem.

No ale jakoś to wszystko się kula. A im dalej w las, tym lepiej: Mama Żony, początkowo słaba jak osesek i wiecznie zaspana, powoli wraca do formy; dziś na przykład nakrzyczała na kota Kitę, nazywając ją framugą i łakomczuchem, co jest bardzo dobrym znakiem.

Najgorsze za nami, ale jeszcze trochę tu posiedzę i popatrzę, jak Mamie Żony odrastają włosy. I jeszcze niejeden pieniek zdążę przez ten czas przepiłować, o czym nie omieszkam Wam donieść (o ile Święta Interneta na to pozwoli, bo ostatnio nie jest dla mnie zbyt łaskawa). A zatem pozostańcie w pobliżu odbiorników

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • roroism

    sounds too familiar...
    z tym, ze jestes duzo swetsza ode mienia oraz pracowitSsza. u-szlachetniona.
    a Mikolaj patrzy...

  • ta_rantina

    I nie powiedziałaś, a przecież wiesz, że uwielbiam zabawy z piłami mechanicznymi....
    Do tego maska świni.... :P

  • natalia_oreiro

    Pracowitsza? Nie-e, po prostu boję się nagłej kontroli ze strony wścisbskich i wszedobylskich cioć.
    Tarantino, piła łańcuchowa czeka, na razie zasuwam ręczną :]

  • roroism

    no ale te obiadki to mna wstrzasnely...
    chociaz cudzy rodzice jakos mniej dojmujaco denerwuja.
    piec-z-plusem

  • effakaz

    Za takie poświęcenie- bycie świętym gwarantowane!

  • vill_ulv

    takiej córkowej to tylko laurke malować ;)

© Żona, ja i reszta świata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci