Menu

Żona, ja i reszta świata

Branżowy głos w Twoim domu

Wcależenie

natalia_oreiro

Wbrew temu co piszą niektóre Czytelniczki, żadna ze mnie sanitariuszka-anielica ani Matka Teresa. Opieka nad starszą i nie do końca tomną osobą to – wielki mi odkrycie! – zajęcie żmudne, trudne, monotonne i niewdzięczne. Oraz frustrujące. Po miesiącu prowadzenia minisanatorium jestem zwyczajnie zmęczona. Przede wszystkim psychicznie, bo nadal trwamy w zawieszeniu: Mama Żony łyka swoje psychopiguły i nie wiem, jak długo jeszcze będzie potrzebowała naszej opieki. A świruje po pigułach nieźle: łazi nocą po domu jak chochlik i przestawia przedmioty, zwiedza kotłownię, czyta wnikliwie i z zainteresowaniem etykiety na szamponach, podbiera ubrania Tacie Żony, zanosi kołdrę do kuchni a latarkę trzyma pod poduszką (nadal trwają poszukiwania skórki od banana, którego zjadła trzy dni temu).

Czort wie, ile z tego jej minie po odstawieniu dragów, a ile zostanie. Pan Doktor Młody twierdzi, że wszystko wróci do stanu sprzed operacji po pi-razy-oko trzech miesiącach, ale nie wiemy czy tak będzie naprawdę. Na razie Mama Żony dostała błogosławieństwo na łykanie o połowę mniejszej ilości piguł i zaczyna powoli przypominać samą siebie, tę dawną. Ale nadal wymaga opieki, więc moje koczowanie w Pieskiej potrwa, a jakże.

Z tego napięcia gotuje się we mnie jak w czajniku, czasem ma wrażenie, że dym mi idzie z uszu, para z nosa, a w głowie wytrąca sie osad. Koffin ma sporo racji pisząc, że napięcie wzrasta i wyłażą frustracje. Żonie też się dostaje po uszach i tak na siebie fuczymy lub dla odmiany kląskamy czule a rzewnie.

Mamę Żony udało mi się trochę utuczyć (w przyrodzie nic nie ginie) i już coraz mniej przypomina poszpitalne chucherko sprzed miesiąca. A ja sama schudłam parę kilo i spodnie zjeżdżają mi z tyłka – nie tylko z powodu stresu, ale również dzięki takim uroczym a męczącym czynnościom jak palenie w piecu, noszenie węgla i rąbanie drewna. Ale o tym w następnym odcinku.

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • roroism

    masz jakis rower chociaz do pojezdzenia po polskich drozkach???
    :-(

  • Gość: [porcelina] 94.42.188.*

    wcależetak, wcależetak. Jesteś lepsza i grópsza od Robin Chóda, należy Ci się medal, order, szarfa, diadem i kanonizacja. Myślę, że kiedy Mama Żony przyjdzie już całkiem do siebie, to wstawi Cię na piedestał osobiście.

  • natalia_oreiro

    Roro, aby jeździć rowerem musiałabym mieć przy okazji czasozakrzywiacz, żeby wrócić z przejażdżki wcześniej niż wyruszę, bo Teściowej obecnie nie można spuścić z oka nawet na chwilę, bo puszczona samopas wchodzi w szkodę.
    A skórka od banana znalazła się dziś w kotłowni. Jest w tym jakaś logika, ale jeszcze nie wiem gdzie.
    Porcelina: zamiast diademu wolałabym tort makowy. Albo przynajmniej keks.

  • roroism

    o dzizas. a to masz gorzej (a nawet brzmi jak przed operacja).
    a sluchaweczki i muzyczke ma?

  • kostusiak123

    Do śmigania po bezdrożach to rower do downhillu tylko. Mój psycholog, wrocław to jest miasto i on tylko takiego ma, fajnie to wygląda jak starszy facet leci jak na zabicie z górki na takim bajku :)
    Ja uwielbiam wręcz kolarki.

© Żona, ja i reszta świata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci