Ostatnie wpisy
Zakładki:
Druga ja
Dziarskie
Efemeryczne
Nieżywe
Ważne !
![]() |
niedziela, 22 stycznia 2012
Filmy o zmaganiach
Niełatwo być panią od DKFu! Zwłaszcza jeśli trzeba na gwałt opracować plan projekcji aż do czerwca i ma się ogromny problem z dokonaniem wyboru (cholernie trudno znaleźć dobry mainsteramowy film o lesbach, w dodatku taki, którego wszystkie zainteresowanie panie nie zdążyły jeszcze obejrzeć 35546 razy). Przeprowadziłyśmy, Żona i ja, liczne burze mózgów, przeryłyśmy się przez trailery, recenzje i omówienia, ale nadal brakuje nam dwóch tytułów, a czas nagli. Nasza Oficjalna Konsultantka, Pani von Leslau, zasugerowała nam "Pokój w Rzymie", ale to nie do końca pasuje do naszych wytycznych. Bo chcemy żeby film nie tylko opowiadał o romansie lesbijskim, ale też miał jakieś wątki poboczne, najlepiej dotyczące szeroko pojętych zmagań ze światem. Odpadają filmy o zakochanych gimnazjalistkach (sztampa) i dalekowschodnie (bo, po pierwsze, zwykle są o zakochanych gimnazjalistkach, a po drugie - potrafią być koszmarnie niestrawne, jak "Córka botanika" albo film o rosole z człowieka, czyli "Love/juice") oraz epatujące przemocą, bo tego nie zniese. Po kolejnej burzy mózgów ustaliłyśmy: uderzamy do Pani Czaplickiej, która widziała wszystkie branżowe filmy na świecie i w dodatku jest najbardziej lesbijską lesbą. Pani Czaplicka, choć niezmiernie zajęta, przysłała nam czem prędzej obfitą listę filmów mniej więcej wpisujących się w nasze wytyczne, a każdy tytuł opatrzyła własnym komentarzem. I te komentarze mnie zupełnie urzekły. Nie trzeba być koneserką branżowej kinematografii, żeby docenić ich lapidarny urok. Poniżej - najbardziej soczyste, a cała lista tutaj.
A Marine Story - żołnierka zmaga się z mizoginią + trenuje ćpunkę, żeby uratować jej życie Bloomington - Ona jest gwiazdą kosmicznego serialu, ona jest wykładowczynią, której wszyscy się boją, bo jest vampirką na usługach mafii. koniec końców dyke drama i romansidło
Boskie jak diabli - szatan Penelope i anioł Viktoria, do tego Fanny i jakieś chłopiszcze totalny cep, czyli walka dobra ze złem Disi duboko - Jeśli wszystkie serbskie filmy takie są to ło jeza. Wypadek samochodowy, koleś zostaje w szpitalu, więc jego siostra opiekuje się jego dziewczyną zaciągając ją do łóżka, w czasie kiedy jej matka (dziewczyny chłopaka w szpitalu) ma romans z facetem z dzieckiem, a jej ojciec homofob gej pukający sprzątaczkę choruje na serce. o Sappho - Ukraiński melodramat rozgrywający się na wyspie Lesbos o Safonie, a właściwie jej reinkarnacji w trójkącie miłosnym między kobietą i mężczyzną. Nie żartuję. Właściwie to jest jeszcze gorzej: Helena okazuje się hetero, a jej mąż, odwożąc zwłoki żony postanawia sobie ułożyć życie z kochanką. Wszystko, rzecz jasna, wina Safony. Gorzkie łzy Petry von Kant - jesu chrystu. przewinęłam, bo się nie dało. tak filozoficznie
Wyśnione życie aniołów - jeśli było tam coś lesbijskiego, to nie zauważyłam. dwie bez grosza przy duszy i w cholerę dramy Karmel - libańskie kobiety i drobne wspomnienie branżowe - myje jej te włosy i myje, a seksualnie tak, że ło. Pokój w Rzymie - dwie laski, jeden pokój, jedna noc i bez przerwy albo łóżko albo sex. no i google i prysznic 2 minutes later - jak się ma bliźniaka, to się zawsze ma przerąbane. tym razem jeden ginie, drugi go udaje, a lesba detektywka daje czadu. Kabaret - będziecie śpiewać Money, money, money! Butterfly kiss - wkurwiający akcent, jebnięta bohaterka poszukująca swojej byłej i klamry na sutkach - ło! Touch - podniecający list, jakieś damy dworu i tragiczne rozstanie. wszystko w 7 minut! Do I love you? - moja odpowiedź brzmi: nie. Idealny facet dla mojej dziewczyny - przaśnie i po polsku, czyli jeśli jesteś lesbijką, to zakochujesz się w facecie albo jesteś feministyczną kurwą z wybujałymi ambicjami co terroryzuje facetów. A do tego jeszcze kościół i dramy i Polska właśnie. Wszystko w porządku - dzieci z in vitro poszukują tatulka, który postanawia wpieprzyć się do lesbijskiej rodziny High Art - sąsiadki mogą Cię sprowadzić na złą drogę, szczególnie, jeśli są ćpającymi fotografkami lesbijkami. chłopak Cię nie uchroni Mango kiss - się przyjaźnią od zawsze, się w końcu związkują. Ale to takie nudy, że kapitanowa i jej księżniczka poszukują kolejnych pań do zabawy, pojawia się więc dominatrix i hardcora. Wszystko się kotłuje w lesbijskiej poliamorii, aż okazuje się, że 1 na 1 też jest fajnie.
Dziękujemy Ci, Czaplicko! (choć nadal nie wiemy, co wybrać)
wtorek, 17 stycznia 2012
Nieźle
Pierwsze koty za płoty, pierwszy seans w DKFie mamy za sobą. Okazało się, że rację miała Oficjalna Konsultantka ds. DKFu, czyli Pani von Leslau, która stwierdziła, że "Więź" jest filmem na tyle wiekowym, że znajdą się panie, które go nie widziały. No i się znalazły, w dodatku aż dwie. Przed seansem Żona miała wygłosić minireferat, ale w chwili kiedy stanęła przed publicznością składającą się z samych pań, powaliła ją tak silna trema, że zdołała wyartykułować jedynie fragmenty przygotowanej przemowy, i to w dodatku te mniej błyskotliwe. A ja w tym czasie, jako jeszcze bardziej nieśmiała, usiłowałam schować się pod stół, żeby nikt mnie nie zmusił do dokończenia żoninego expose. Na szczęście nikt nie miał takich zakusów i projekcja mogła się rozpocząć. Film leciał z projektora! Dzięki czemu wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie, poważnie i dekaefowo (co prawda pan barman nie ogarniał obsługi sprzętu, ale nic to, następnym razem ja się tym zajmę). Publiczność była bardzo przejęta, panie oglądały film z uwagą, a znakomite nagłośnienie pozwalało słuchać dialogów nawet w toalecie. Ogólnie: było nieźle. Kolejna odsłona DKFu już w lutym, zatem stay tuned.
środa, 11 stycznia 2012
DKF Dwie Panie: start!
Oficjalnie informuję, że Żona i ja ruszamy z DKFem. Z niewielką obsuwą i w zupełnie innym miejscu niż planowałyśmy, ale jednak. Pierwszy seans już jutro! Zaczynam się stresować, chociaż prelekcję wygłosi Żona, która ma wprawę w mówieniu do publiczności (co prawda żonina publiczność zwykle jest ubrana w strój gimnastyczny, rozpłaszczona na matach do jogi i lekko zdyszana, hehe). Z tego stresu dziś w nocy śniło mi się, że biorę udział w jasełkach, odziana w fartuch z mnóstwem kieszeni. Na pierwszy jasełkowo-dekaefowy ogień idzie film znany w naszym pięknym kraju jako "Brudny szmal", czyli "Bound" rodzeństwa Wachowskich. A propos: czy wiecie, że Larry Wachowski jest aktualnie Laną Wachowski? Oczywiście ten news jest mocno zwietrzały, ale ploteczki zwykle docierają do mnie z sążnistym opóźnieniem. A zatem: najbliższy czwartek, 12 stycznia, 20.30, Hallo Cafe, Rybaki 22, Poznań. Miło będzie jak przyjdziecie. Wszelkie informacje można znaleźć na fejsie oraz na blogu Wyspy Kobiet.
wtorek, 03 stycznia 2012
Tym razem okrągła
Zupełnie po cichutku oraz bez rozgłosu w zeszłym tygodniu stuknęło mi i Żonie dziesięć lat romansowo-związkowego pożycia. Biby nie było, bo jakoś się nam nie zachciało, ale szampana z miłymi paniami znajomymi wypiłyśmy, owszem. Tarantina chciała nawet zaśpiewać "Sto lat", ale skutecznie ją uciszyłam. Oczywiście jako wojująca lesba aktywistka homolobbystka muszę tu napisać, że bardzo mnie denerwuje brak ustawy o związkach partnerskich. Denerwuje i doprowadza do furii, bo ustawa należy nam się jak psu zupa. Howgh. A żeby ten wpisik ładnie i bez pieniactwa zakończyć, zacytuję sobie szpanersko moją ulubioną Panią Noblistkę (nie żebym była jakoś specjalnie obkuta, po prostu Eliasz wrzucił niedawno jej wiersz na bloga)
środa, 28 grudnia 2011
Kura Beksińskiego (ojca, nie syna)
Miłe Czytelniczki Płci Wszelakich, czy Wam tez się śnią głupoty? I czy wierzycie, że sny coś Znaczą? Bo moje włąsne sny porażają głupotą i są zupełnie kompromitujące. Oraz bez sensu. Na przykład taki. Śniło mi się, że byłam asystentką Zdzisława Beksińskiego, tego malarza (Beksiński przyśnił mi się zapewne dlatego, że tego samego wieczoru rozmawiałam z Panią Dyfuzją, naszą nową współlokatorką [czy ja pisałam, że Panna Fraulein wyprowadziła się do Pana Rzaby i w jej panieńskim pokoiku zamieszkała Pani Dyfuzja? chyba nie pisałam, czyli mamy spore zaległości w ploteczkach, ach], która wyjawiła mi, że ponoć Beksiński spożywał tylko jedzenie puszkowane). Jako asystentka malarza dostałam ważkie zadanie poukładania na szafie obrazów zawiniętych w płótno. Stoję sobie zatem na krześle obok wielkiej szafy, układam te obrazy i nagle słychać gwałtowne pukanie do drzwi. Beksiński odzywa się do mnie wkurzony, ze to pewnie znowu pan Franek przyszedł wysępić kasę na fajki albo alkohol, po czym zaczyna wykrzykiwać różne inwektywy w stronę drzwi i domniemanego Franka. Ja nadal spokojnie układam te obrazy, ale nagle, rzuciwszy okiem na drzwi, zauważam, że zaczynają się dziwnie wyginać i falować, jak nie przymierzając mata słomiana czy inna wycieraczka, a pukanie staje się coraz głośniejsze. Nagle drzwi otwierają się i do pracowni wpada kobieta lat na oko 40, o imidżu Gabrieli Borejko, piastująca w objęciach kurę. Kobieta podbiega do mnie i zaczyna mnie tą kura okadzać, wykonując magiczno-obrzędowe ruchy okadzające. Kura macha skrzydłami, kobieta mamrocze jakieś zaklęcia, bo to wiedźma była, a ja zasłaniam się obrazem Beksińskiego i próbuję nie zlecieć z krzesła. W końcu kobieta poniechuje mnie i podbiega do Beksińskiego, okadza go kurą, miota się po całej pracowni kadząc drobiem na prawo i lewo i mamrocząc, po czym wybiega z rozwianym włosem, nie domykając drzwi. Przez dłuższą chwilę słychać tupot jej stóp na skrzypiących schodach, po czym robi się zupełnie cicho.Schodzę z krzesła i zamykam drzwi.
Wybanglawszy ten wpis znalazłam taki oto cytacik dotyczący ważkiego tematu kury:
Z czego wynika, ze przyśniła mi się sama Bozia ucharakteryzowana na Gabrielę B. I zrozum tu sny. No zrozum.
Życzenia kardynalne
Szanowni pracownicy i studenci Instytutu Muzeologii UKSW, uprzejmie dziękuję za życzenia świąteczne, choć nie wiem, czym sobie zasłużyłam na taką serdeczność i pamięć, bo ani z muzeologią, ani z kardynałem nie mam nic wspólnego. Jednakże ja również życzę Wam wszystkiego najlepszego, zaś pracownicom i studentkom szacownego Instytutu przesyłam całuski poświąteczno-noworoczne. A co mi tam.
wtorek, 27 grudnia 2011
Makowa panienka
KOMPOTU MNIEJ, WIĘCEJ BARSZCZU - włąsnoręcznie sporządzoną notatkę o tej treści znalazła mama żony w książce kucharskiej z przepisami świątecznymi. No, troszku nam się nie udało zachować tej proporcji. Przed świętami pochłaniała nas bez reszty produkcja wypieków w ilościach hurtowych. Przy okazji pieczenia makowca odkryłyśmy ze zgrozą, że według przepisu Mamy Żony mak należy przez zmieleniem (zemleciem? zmełciem?) gotować przez 40 minut w mleku, a potem to mleko wylać. Żona jak to żona, pożałowała głodujących dzieci w Afryce i uznała, że szkoda wylewać dwóch litrów mleka, które jest przecież zupełnie dobre, po czym wypiła filiżankę owego mleka żeby, jak mniemam, dać wszystkim dobry przykład. Jeśli myślicie, że mleko w którym uprzednio gotowano kilogram maku nie ma żadnych właściwości odurzających, to się grubo mylicie. A już na pewno wpływa negatywnie na obsługę maszyn, w tym maszynek do mielenia, bo w widoczny sposób osłabia zdolności psychomotoryczne. Jeszcze nie widziałam nikogo, kto w równie flegamatyczny sposób co moja żona owego wieczoru kręciłby korbką, mając przy tym zupełnie szkliste oczęta. Na szczęście żona, kiedy początkowy błogostan makowy minął, poczuła się cokolwiek dziwnie i niewyraźnie, po czym zapewniła mnie solennie, że nie zamierza zostać morfinistką. Uff. Poza tym święta minęły bez większych zakłóceń, prezenty od Mikołaja były obfite, a ryba bez ości. I ani razu nie przyłapałam żony na podjadaniu masy makowej. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||