Ostatnie notki
Zakładki:
czuj duch!
Oko za oko
PETYCJE! PODPISYWAĆ!
|
środa, 03 lutego 2010
Montowanie bałwana
Żeby nie być gołosłowną (patrz poprzednia notka): oto pierwszy wpis wyluzowany z dawno zapomnianego cyklu o Szefie. Szef, pomimo swoich godnych i poważnych dwunastu lat (tak, wiem, czas zmienić pracę; deadline w czerwcu) miewa jeszcze napady bycia dzieckiem. Pewnie cwaniaczek wyczaił, że ma to swoje zalety. Szef do tej pory ignorował zimowe okazje do wygłupów na śniegu, ograniczając się do odśnieżania tarasu na cześć kota, żeby sobie zwierzę mogło poczatować na wróbelki. Ale w ostatni dzień ferii Szefa coś ruszyło i wylazł na dwór by wyprodukować bałwana. Bałwan jest absolutnie cudny: wielki, wypasiony, odziany w stary szalik Szefa i jego ulubiony Żółty Garnek Do Miksowania Ciasta Na Naleśniki, nos ma z marchewki, oczy z kartofelków z tesko, uśmiech z orzeszków, w łapie dzierży grabie, no i ma, bagatelka, metr siedemdziesiąt wzrostu w garnku, czyli jest wyższy nie tylko od Szefa, ale i ode mnie. I własnie ten wybujały wzrost bałwana wzbudził moje zainteresowanie, więc zapytałam Szefa, jakim cudem wyprodukował coś wiekszego od siebie. Na to Szef odrzekł: - Ta druga kula, czyli brzuch, była strasznie ciężka, ale jakoś dałem radę. No ale z głową był problem. - To co zrobiłeś? - zapytałam, szczerze zaintrygowana. - Pomyślałem sobie, że trzeba ją jakoś wturlać, to najpierw wturlałem na tę wielką zaspę co jest obok, a potem oparłem na czubku zaspy obraz taty i przeturlałem głowę na bałwana po tym obrazie. Za czwartym razem się udało. Spryciarz zupełnie mnie zaskoczył nowatorską metodą montowania bałwana, ale kwestia "turlania po obrazie" nie dawała mi spokoju, więc zapytałam Szefa, co to za obraz, na co on: - No, w piwnicy jest taki obraz na desce z panią która trzyma wino i papierosa, kiedyś wisiał u taty. Hm. Poszłam do piwnicy. Rozejrzałam się. I znalazłam "panią z winem i papierosem", skądinąd mi znaną. Swoją drogą pani ma przechlapane, przez stulecia domalowywano jej wszystko co się dało, przy czym wąsy to najmniej surrealistyczny dodatek. Ale w produkcję polskich bałwanów chyba nikt wcześniej jej nie angażował.
Na przekór i wbrew
Nie będę już dłużej ciociować. Nie będę się martwić ani przejmować. Nie będę pisać ani myśleć o kolejnych rozstanich bliskich mi osób. Bo do reszty osiwieję (a mam już dwa siwe włosy!) i zwariuję, i żona też mi zwariuje, i zamkną nas obie w psychiatryku, gdzie na okragło bedzie grało radio eska, a my na okrągło, dla odreagowania, będziemy śpiewały piosenki Ordonki, wyły do księżyca i domagały się barszczu z uszkami, a tam będa nas karmić tylko rosołem niewegetariańskim, od czego żonie się jeszcze pogorszy, wobec czego uciekniemy i będziemy, odziane li i jedyie w piżamki i szlafroczki, biegać po ulicach siejąc zgorszenie i nieprzystojnie zaczepiając młode dziewczęta, co niechybne skończy się katarem, a przecież nikt nie lubi mieć kataru. Zatem koniec przeżywki. Świat sobie poradzi, nie muszę go trzymać za głowę; zresztą, gdzie świat ma głowę? Na biegunie? Od dziś same wyluzowane myśli i takież wpisy.
piątek, 08 stycznia 2010
W Rosji też są trolle
Nie tylko w Szwecji takie rzeczy. W Rosji też. A co. Tym bardziej że zespół zwie się Mumiy Troll, czyli ze Szwecją musowo ma coś wspólnego.
Co mi przypomina o zaległej notce o drag queens. Niebawem, niebawem.
środa, 06 stycznia 2010
Konkurs z suwenirami!
Szanowne czylelniczki płci obojga, moja Żona wymyśliła dla Was konkurs. Odpowiedzi na pytanie konkursowe (czyli ostatnie zdanie na końcu tekstu) prosimy umieszczać w komentarzu. Najbardziej interesujące wypowiedzi zostaną nagrodzone uroczym suwenirem!
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Kuriozalne
Dawanie prezentów ogromnie mnie frustruje: wtedy, kiedy jest okazja do prezentowania, zwykle nie mam na nie kompletnie pomysłu, a poza okazjami owszem przychodzą mi do głowy różne pomysły, ale wtedy jakoś nie mam przekonania do obdarowywania ludzi bez przyczyny (no i poza tym jestem skąpa, jak wiadomo). Nawet prezenty dla żony wychodzą mi zazwyczaj drętwe i bez polotu. Na szczęście nie jestem jedyną osobą, od której moja żona dostaje prezenty. W swojej wieloletniej karierze masażystko-instruktorki została już obdarowana między innymi kieliszkami do wina i karafką (prezent elegancki), pierogami (prezent praktyczny), dżinsowym gorsetem z lumpeksu (prezent obleśno-obciachowy), monstrualnymi spinakmi do włosów (prezent tandetny) oraz nieprzeliczoną ilością słodkiego. W tym roku zaś adepci jogi ze skłotu obdarowali moją żonę lejkiem do sikania na stojąco oraz mooncupem. Lejek, jak pisze jego producent, nadaje się do sikania wysokogórskiego podczas zwisania na linie oraz umożliwia korzystanie z sedesu bez dotykania czegokolwiek czymkolwiek (bardzo przydatne w polskich kiblach, bardzo). Od siebie przytomnie dodam, że dzięki niemu nie trzeba rozbierać się w plenerze do tzw rosołu ani kucać za krzaczkiem, co ma znaczenie dla zapalonych grzybiarek jak my. Praktyczny, higieniczny i estetyczny, o:
I niech sobie zwolennicy dziadzi Freuda mówią, że taki lejek to emanacja zazdrości o penisa, dla mnie to pożyteczne urządzenie dzięki któremu nie trzeba w toalecie przyjmować pozycji narciarza. Wynalazek nr 2, czyli moonup, już nie wzbudza mojego entuzjazmu, przede wszystkim dlategto, że jest w naturze dużo brzydszy niż na obrazku
poza tym niezbym miło zalatuje gumą. Choć oczywiście jako sprytne naczynko do zbierania krwi okresowej ma swoje zalety. Dołączoną do niego instrukcję obsługi przeczytałam z zapartym tchem, bo jest niezwykle pouczająca. Nie mogę się powstrzymać od przytoczenia kilku cudnej urody cytatów (nie tłumaczę, bo urok zaginie w przekładzie). Przede wszystkim Pani Instrukcja pisze: The more women that use the mooncup the less tampons there are in the sea! (czyżby Brytyjki wyspiarskim zwyczajem wrzucały tampony bezpośrednio do morza z białych klifów Dover? a fe!) Zakładanie takiego mooncupa wydaje sie całkiem banalne, ale za to trzeba o niego troskliwie dbać i często myć, a raz na jakiś czas odkażać. Pani Instrukcja sugeruje: Cover fully with water and boil in an allocated pan for 5-7 minutes. Do not boil dry! (ugotowany na twardo mooncup jest niejadalany nawet z musztardą, a wygląda tak:
(zdjęcie pochodzi z tego oto bloga, zawierającego niezwykle rozbudowaną relację z korzystania z mooncupa) Jednocześnie Instrukcja przestrzega, by do odkażania nie używać zmywarek do naczyń (w życiu bym na to nie wpadła, ale chyba nie doceniam ludziej pomysłowości; ach, a gdyby w mooncupie utknęły resztki szpinaku?) Na koniec zaś Pani Instrukcja poucza użytkowniczki: The mooncup will not protect you from pregnancy (co wcale nie jest takie oczywiste, jesli się nie miało w szkole edukacji seksualnej) There is no need to remove the mooncup for urination or bowel movements [cóż za subtelne określenie!], but it must be removed before intercourse (czyli pamietaj, kochanieńka, że nie jesteś kurą i zamiast jednej kloaki masz aż trzy otworki, a każdy do czegoś innego). Ostatnia porada brzmi tak: We do not recommend sharing your mooncup with another woman (poniekąd zrozumiałe, ale co z bliźniaczkami syjamskimi, które mają wspólną waginę?). A najbardziej kuriozalne jest to, że kilka dni po otrzymaniu owego zestawu od skłotersów, żona została obdarowana przez Panie z Pracy autentycznym made-in-Italy poświęconym różańcem przywiezionym z Rzymu, zapakowanym w pudełko zdobione wizerunkami JP2 i Kswi (ten drugi z kluczykami do papamobile w dłoni) i cudownie pachnącego różami. Nie ma to jak prezentowy zestaw dla prawdziwej kobiety. Wróciłam
Wróciłam! Po długich tygodniach życia-nie-do-końca-swoim-życiem, po intensywnych towarzysko i alkoholowo świętach i sylwestrze, siadam na tyłku i wracam do swojego życia. I teraz będę grzecznie pisać, blogowac, chodzić na randki i koncentrowac się na sobie (wszak rzucam pracę w tym roku!). Baluk mówi, że przeżywam jak ciocia, a to straszna obelga. Zatem koniec z ciociowaniem. Noł mor ciocia stajl, noł mor! Uruchamiam się ponownie w trybie nie-ciociowym.
niedziela, 20 grudnia 2009
Bez
Nie mam głowy żeby myśleć, nie mam myśli żeby pisać. Ale spokojnie, głowa rzecz nabyta, odrośnie, zwłaszcza że wypożyczyłam sobie Mirona B. Dla spragnionych wrażen ahtystycznych piosenka bardzo ładna w wykonaniu pani co tu już kiedyś śpiewała.
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||